|
niedziela, 06 maja 2012
Zły on ?
Nie raz słyszałem różne wersje (bardziej czy mniej łagodne) pewnego twierdzenia. Chodzi mi mianowicie, o frazę typu: „Mężczyźni kochają dziwki, a kobiety gnojków”. Słabość do „łajdaków” można zaobserwować nie tylko w tzw. relacjach damsko-męskich. W jakimś stopniu fascynują nas „czarne charaktery”. Sami zastanówcie się ile razy oglądając jakiś film / serial lub czytając książkę czuliście sympatię do tego / tej złego / złej.
Sam muszę przyznać, że najmilej wspominam kochanka, który jest strasznym „gnojkiem”. Zdradza, pije, prowadzi hulaszczy tryb życia – full service. Mimo to myślę do dzisiaj o nim bardzo ciepło (zapewne, dlatego, że nie tworzyłem z nim żadnej poważnej relacji). Czy rzeczywiście my - geje również ulegamy „niegrzecznym chłopcom”?
„Szukam inteligentnego łobuza”, „niegrzecznego chłopca”, „słodkiego skurwiela” – coraz częściej na portalach randkowych widzę tego typu anonse. „Sporta”, „dresa” – te błędne pod względem ortograficznym formy często określają pożądany typ. Osobiście nie widziałem żeby ktoś szukał „ciapowatego intelektualisty” (nie mylić z cipowatym).
Często słyszałem o toksycznych związkach, w których partner-gnojek zdradzał, poniżał, nie szanował. A jednak mimo wszystko ta druga strona wciąż kochała, nieustannie przebaczała. Wiele znam przypadków, w których chłopak mający wspaniałego, kochającego partnera zdradzał go z typem „niegrzecznego chłopca”. Zresztą filmy czy sesje pornograficzne robione zawsze „z pazurem” często kreują taki typ, o którym piszę.
Szkoda, że w moich wspomnieniach zawsze siedzą Ci niegrzeczni chłopcy. Ci, których nie da się okiełznać, którzy kłamią, kręcą, ale zwykle są dobrzy w łóżku. Ci, przez których cierpimy, przez których się rozstajemy, przez których psioczymy na cały świat i przez których: „wszystko jest bez sensu” i „mamy dosyć środowiska”.
Przeglądając te wszystkie profile wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy łajdakami (lub dziwkami). W końcu widzę albo samych zawiedzionych, albo tych niegrzecznych, albo tych niegrzecznych szukających. A mi tak na koniec tego długiego, majowego weekendu zamarzył się właśnie taki „ciapowaty intelektualista”, choć czasami mógłby bywać niegrzeczny…
wtorek, 24 kwietnia 2012
Przeszłość żyjąca w przyszłości
Coraz częściej dochodzę do wniosku że nie nadaje się do życia w tym świecie. Nie odnajduje się kompletnie, wśród ludzi, wśród siebie, wśród niczego. Ciągła pogoń za nauką, pracą i tym by po prostu zwyczajnie żyć wydaje mi się bez sensu. Czy to już depresja? Trudno powiedzieć. Nic mi nie pasuje, nic nie układa, nic nie działa jak powinno. Funkcjonuje, jakoś funkcjonuje i znoszę swoje „ja”, ale zaczynam mieć dość. Chciałbym się ulotnić, zostawić siebie i te problemy raz na zawsze. Zostawić zazdrość, ból, niepewność, płacz i śmiech, wszystko co mam i udać się do pomieszczenia które odizolowane od wszelkiego o czym można pomyśleć wydaje się być bezpieczne. Czy to już myśli samobójcze? Nie. Te zażegnałem pare lat temu, po terapii i psychotropach. Dziś jestem silniejszy, to nie znaczy że silny. Życie rzuca mnie w dzicz, a intuicja i wyobraźnia pokazuje jak przetrwać, niczym Bear Grylls. I biegnę tak przez chaszcze, myśląc by się nie poddać i przeżyć kolejny dzień, kolejną godzinę, minutę… Ale ile można? No kurwa ile? Jeść te straszne „przysmaki” świata, spać po dołach i ciągle czuwać by coś mnie przypadkiem nie zjadło? Kto wie, może kręcę się w kółko, nie wiem w którą stronę do cywilizacji – normalności. Czuje straszną zazdrość, strach i obawy – w każdej dziedzinie życia. Czy chodzi o przyszłość, miłość, szkołę czy prace, rodzinę, umysł, ludzi czy przyjaciół. Cały świat jest zbyt skomplikowany i wydaje się być chory, wszystko wydaje się być chore – wniosek nasuwa się jeden – to ja jestem chory.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Oczy mam trochę bardziej wesołe
Minęło przeszło osiem miesięcy. Nie miałem ochoty, nie chciałem, a może to tylko taka wymówka. Nie wiem. Najgorsza jest pustka... w głowie. Myśli kłębią się przez cały dzień, coś się dzieje. Ktoś na ciebie patrzy i ty też spoglądasz. Ktoś do ciebie mówi i ty także się odzywasz. Ktoś dotyka twojej dłoni, szyi, delikatnie muska usta. Robisz to samo. Bardzo delikatnie i ostrożnie. Bo przecież nie wiadomo, czy można, czy wypada, czy tak właśnie należy postępować. Później puszczają ci hamulce. Organizm produkuje w nadmiarze adrenalinę, endorfiny, testosteron. Krew krąży szybciej, a serce wyrywa się z piersi. Przestajesz myśleć racjonalnie. I dopiero później wracasz do siebie. Pół biedy, jeśli do stanu pierwotnego - gorzej jeśli - po wszystkim masz niedobór adrenaliny, endorfin, testosteronu. Kiedy zaczynasz się zastanawiać, czy miało to jakikolwiek sens, a nawet jeśli go nie widzisz, robisz kolejny krok - zastanawiasz się, czy jakiś sens w tym wszystkim jeszcze się pojawi. A kiedy leżysz sam i wpatrujesz się w sufit, wieczorem, albo już nocą - to wszystko wydaje ci się takie nieważne. Wtedy zaczynasz się zastanawiać, czy istotnie nie miało to, żadnego znaczenia, czy może przeciwnie. Znaczyło tak wiele, że nie jesteś w stanie tego wszystkiego sobie poukładać w głowie. Głowa. Coś, co każdy ma, ale coraz częściej na posiadaniu jej, się kończy. Nie opłaca się walczyć z całym światem, bo przewaga jest z byt duża. Są jednak chwile, kiedy wygrywasz małe potyczki. Kiedy twoja armia, mimo, że było dużo trupów, a rany krwawią mocno - odnosi zwycięstwo. Przypominasz sobie wtedy Dawida i Goliata. Bardzo delikatnie uśmiechasz się wtedy sam do siebie i myślisz, że warto. Iść, staczać kolejne bitwy. Karta jest czysta. Trzeba ją zapisać na nowo. Trzeba mocno trzymać pióro, żeby nie wypadło z ręki, nawet, kiedy pisząc - drży. Na tej karcie zaczynam pisać pierwszy akapit. Zaczyna się podobnie, jak pierwszy akapit kartki, którą spaliłem.
Stał dziś ten człowiek, urodzony nie tak dawno temu, przed lustrem. Patrzył w oczy odbiciu. I mimo, że przekonany był, że w oczach tych jest jeszcze dużo żalu i smutku - w lustrze dostrzegł oczy, w których głębi skrywały się nadzieja, odrobina szczęścia i dwa uśmiechy. A było to zwyczajne lustro. W żółtej łazience. Z białą wanną i cieknącym kranem... A krople jak zegar - zdawało się, że do czegoś odmierzają czas. Czas, którego ciągle jeszcze mamy bardzo wiele.
sobota, 07 kwietnia 2012
Letter
I tried to defend this feeling. Become empty, bad, silly and shallow boy. But I lied myself all this time - losing my ego, losing myself. Then came this day and dumb boy realized his mistake... It's so sad. I am not sure what I supposed to think. And also I don't know am I doing right.. But today I saw your picture and then tears flowed same. Now I am broken into pieces. I'm fucking stupid and even more bad man. I don't know how to put into words what I feel. I don't know how to apologize you for everything I've done wrong to you. I'm so sorry. I have not seen it. You broke my heart. You stole it. But i want you to keep it. Why? You may think that I'm insane.. But now i know. I am incorrectly in love. I'm into you. Do not hold it against me. Now I have to think about it. It will be difficult. Once again - I'm so, so sorry. And forgive me that I am writing this 'letter' in English but it seems to be easier. Mr. Independent.
czwartek, 05 kwietnia 2012
Święta, święta!
Bez względu na to czy jesteśmy praktykującymi katolikami, ateistami czy agnostykami zazwyczaj bierzemy udział w rodzinnym celebrowaniu świąt. Zasiadamy wspólnie do stołu, zajadamy święconkę i nie tylko (ogólnie to przede wszystkim jemy). Oczywiście przy rodzinnym stole nieustannie trwają rozmowy. Jest to w końcu jedna z niewielu okazji do wspólnego spotkania, a do tego trzeba przyznać, że stosunkowo przyjemna (ale co, kto lubi). Kiedy skończą się już wszystkie niezobowiązujące tematy zaczynają się te bardziej osobiste. Może to być dosyć koszmarny czas dla nieujawnionego homoseksualisty. W końcu jakaś ciocia lub dziadek pytają: A masz tam jakąś dziewczynę? ewentualnieZamierzasz zostać starym kawalerem? (wersja dla nieco starszych).
Przy okazji takich rodzinnych pytań przypomina mi się pewna anegdota, którą opowiedziała mi kiedyś koleżanka. Mianowicie pewna stara ciotka na każdym rodzinnym ślubie mówiła do swojej bratanicy: To co ty będziesz następna?.Dziewczyna ta bardzo się tym irytowała, ponieważ nie miała w planach wychodzić za mąż. Po licznych rodzinnych weselach przyszedł w końcu czas na pogrzeb... Dziewczyna stojąc obok starej, natrętnej ciotki zapytała: To co teraz ty będziesz następna ciociu?
Prywatne pytania dotyczące życia związkowo-seksualnego zawsze budziły u mnie zażenowanie. Powinny je kierować wyłącznie osoby, do których mamy odpowiednie zaufanie. Niestety jednak nie da się ich uniknąć chociażby przy wielkanocnym stole. Nawet jeżeli nasi rodzice wiedzą, że jesteśmy gejami, to czasami dla świętego spokoju nie mówi się o tym dziadkom czy dalszej rodzinie i niezręczna sytuacja gotowa.
Jak się bronić przed "niewygodnymi" pytaniami? Ja osobiście zdążyłem przez wiele lat do nich przywyknąć. Zazwyczaj mówię, że nie mam teraz czasu na poważne związki (co zresztą jest zgodne z prawdą), a jeżeli kogoś znajdę to natychmiast powiadomię. W ten sposób ucinam temat, do którego szczerze mówiąc już mam nastawienie obojętne.
Przy okazji tego posta życzę wam wszystkiego najlepszego. Spędźcie ten wolny czas jak najlepiej i efektywniej. I bądźcie wyrozumiali dla rodzinki... :)
czwartek, 29 marca 2012
Wiosna na portalach randkowych !
Coraz dłuższe dnie, wyższa temperatura, przyroda budząca się do życia. Ten niesamowity, optymistyczny nastrój udziela się nam wszystkim. Zrzucamy ciężkie, zimowe płaszcze dodające nam kilogramów, nasza skóra staje się coraz bardziej promienna i zdejmujemy te ciężkie buciory. Coraz częściej zwracamy uwagę na idące za rękę, spacerujące pary oraz oczywiście przystojnych mężczyzn, którzy do tej pory chowali się za kapturami oraz ciepłymi czapkami.
Jeżeli mamy chłopaka możemy z nim spędzać aktywnie czas na powietrzu (niestety w Polsce spacerowanie pod rękę jeszcze popularne nie jest). Jeżeli jesteśmy singlem, to możemy liczyć na towarzystwo znajomych. Jednak otaczająca nas aura często podświadomie daje nam sygnał, że czegoś (z czasem dochodzimy do tego, że raczej kogoś) nam brakuje.
Od kilku lat mojej obecności na portalach randkowych doszedłem do wniosku, że można wyróżnić trzy momenty, w których zwiększa się ruch na portalu randkowym (taka hossa). Pierwszym z nich jest oczywiście początek roku. Wiadomo, noworoczne postanowienia, chęć zmiany, etc. Drugim jest wiosna – ładna pogoda poprawia nam nastrój, a to wpływa na nasze libido, poza tym otaczające nas rodzące się piękno chcemy przeżywać z kimś bliskim. Dodatkowo ładna pogoda daje większe możliwości na tzw. spotkania w plenerze (sic!). Trzecim momentem „poruszenia” jest oczywiście październik, czyli czas migracji studentów. Przybywają do nowych miast i starają się w nich układać sobie życie.
Od około tygodnia można zauważyć „wiosenne przesilenie” na portalu randkowym. Coraz więcej profili jest dostępnych, pojawiają się nowe profile ("kiedyś skasowałem konto, ale tu wróciłem"), a dotychczasowi użytkownicy zmieniają swoje zdjęcia profilowe uatrakcyjniając je nowymi (z niedzielnego spaceru). Cóż… dowodzi to temu, że nadal pozostały nam pewne zwierzęce instynkty, a jednym z nich jest reakcja na pory roku. Ujawnia się również inne ciekawe zjawisko, a mam tu na myśli cykliczność uwarunkowaną nie tylko przyrodą, ale też procesami demograficznymi oraz kulturowymi.
Nie wiem czy zauważyliście ale w ubiegłą sobotę mój blog skoczył rok....oby tak dalej
czwartek, 22 marca 2012
Powrót
Dawno tutaj nie pisałem, ostatni wpis pochodzi z października sporo czasu upłynęło, sporo się również wydarzało w gruncie rzeczy jest tak samo nic się nie dzieje… Straciłem cennego przyjaciela, w którym zawsze miałem oparcie i mogłem go prosić o radę, ale fakt faktem on cały czas prowadził mnie za rękę jak dziecko, no, ale dzieckiem już nie jestem, więc pora się usamodzielnić.
Michał się zakochał i jest szczęśliwy, więc i ja również jestem… przynajmniej mam jasną sytuację i wiem, że nie będę zaprzątał już nim swojej głowy. Dlaczego postanowiłem wrócić ? To chyba proste ten blog to moje katharsis dzięki niemu zawsze odzyskiwałem spokój i równowagę ducha i chcę żeby teraz też tak było. Mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać nowe wpisy.
środa, 26 października 2011
Krótka historia naszego życia
Rodzimy się z przeświadczeniem, że świat jest cudowny Z zaciekawieniem poznajemy jego oblicze Które się okazuje inne niż na początku zakładaliśmy I tak zamiast go podziwiać, dostosowujemy się do zasad, których nie ukazywał pod maską cudowności Godząc się na jego warunki lub walcząc z nimi Mając w sercu jego pierwotną cudowność Przemijamy z innymi przeświadczeniami
piątek, 21 października 2011
Ból o niczym
Kolejny wieczór, jesienny wieczór, zimny wieczór. Wiernie słucha mnie sufit, to jemu zdradzam sekrety moich myśli. To te, wyciągnięte z najciemniejszych zakamarków umysłu i duszy. Są ciemne, zupełnie jak dzisiejsza noc. Stawiasz kolejny labirynt zamiast szukać wyjścia – mówi do mnie kompan zza plastikowej obudowy głośnika. Dreszcze przeszywają mnie z zimna, choć w pokoju jest ciepło. Oczy zaszklone staram się ukryć za powiekami, tam czuje że są bezpieczne. Tam ja czuje się bezpieczny. Czy to dlatego tyle łączy mnie z wieczorami i ich mrokiem, który tak bardzo kocham? Nie wiem, ale myślę o tym, bo uciekam myślami gdziekolwiek, byle z dala od wewnętrznej czerni. Musisz zrozumieć że ból wpisany jest w życie, wiem że trudno się z tym pogodzić. I wiem co czujesz, ja też z tym pogodzić się nie umiem. Proszę cię tylko o jedno, okryj się szalem wiary i wytrzymaj do świtu, choć ten będzie trudny. Kiedy spojrzysz w lustro będziesz tam sam. Będzie stał przed Tobą człowiek do którego czujesz urazę lub którego kochasz. Nie możesz mu ufać, w żadnej postaci. I wierz mi na słowo, znam tą postać doskonale. Uporaj się z tym i wiedz że jestem z Tobą, pragnę tego jak Ty, zupełnie jak Ty… Jakbyśmy byli jednością.
Dłonie mam czyste, myje je często. Są lekkie i moje, to sprawia że je lubię. Nawet zdjąłem z palca metal. Nie dlatego że mi ciążył, nawet nie dlatego że jest źle, bo jest dobrze. Dlatego że oczekuje tego ode mnie ktoś, z kim się związałem chcąc nie chcąc i zwyczajnie zaakceptowałem jego obecność. Żartobliwie nazywam go sufit – to ten sam o którym pisałem na początku. Łatwo postawić diagnozę, wiem że robisz to często i muszę przyznać że ja również. Wiem że białe jest białe, ale Ty też to przecież wiesz. Wiem też jak to jest, kiedy jest się czegoś pewnym, a ktoś lub coś stara się nas zmylić i sprawić byśmy zgubili się w tej pewności. Często im się to udaje, wiem to. Sami często lądujemy na pustyni smutku i zgubienia w własnym „ja” i trudno się stamtąd wydostać. Wielu ginie i nie odnajduje drogi nigdy. Musisz zapamiętać że nas „nigdy” nie dotyczy i nigdy dotyczyć nie będzie. Dużo lepiej odejść od stołu będąc najedzonym, niż odejść głodnym. Zastanawiam się co jeśli potrawy nam nie smakują, zjeść by się najeść, czy wstrzymać apetyt i poczekać aż zaserwują cos lepszego? Jedno jest pewne, nie wypada odchodzić od stołu przed zakończeniem uczty, niekoniecznie naszej.
piątek, 14 października 2011
Skazani na...
Wczoraj koło 22. Wyszedłem z psem na spacer. Dookoła ciemno, na dworze żywej duszy, jedyne co słychać to życie wydobywające się z innych mieszkań tego blokowiska. Przez niedosłonięte zasłony, w oknach odbija się blask lcd zawieszonego na ścianie, w innym mieszkaniu widać przyrządzanie kolacji, czy tam po prostu posiłku. Czy ludzie nie dbają o swoją prywatność ? To już inna kwestia. Mnie zainteresowało jedno mieszkanie, w którym widać tylko lekki blask telewizora. Mieszka tam samotna urzędniczka państwowa. Nie tyle widziałem ją, co słyszałem głos, mocny, lekko jąkający i nużący. Rozmawiała głośno przez telefon na tyle, że wszystko doskonale słychać. Powtarza się ten schemat codziennie. Czy tak wygląda samotność ? Jedyną bliskość jaką dostajemy to głos w telefonie, którym co wieczór narzucamy się do kolejnej osoby. Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, lata... Nic więcej. Wiecie co mi to przypomina ? Samotność geja. Tak. Skrajny przykład, ale tak jest. Marne szanse na związek długoletni. Nie to co małżeństwo, tam chociaż jest jakiś mobilizator w postaci dzieci. Wiele małżeństw trzyma się tylko po to, żeby nie wychowywać dzieci w rozbitych rodzinach. Różnimy się w kwestii budowania związku z heterykami. Oni potrafią nagiąć, zmienić swój charakter, żeby utrzymać związek. Dostosowują się do drugiej osoby, jeżeli im tylko zależy. A u nas w środowisku? Byle kłótnia i nara.. Jesteśmy na tyle zadufani w sobie, że nawet nie próbujemy się zmienić, bo po co ? To jest podświadoma wiedza, że gej i tak w społeczeństwie jest stracony, ma opinie zboczeńca i odmieńca, czegoś złego. Skoro o tym wiemy, to po jaki chuj się starać coś utrzymać ? Zmieniać się, skoro i tak jesteśmy straceni w społeczeństwie. Jesteśmy skazani na samotność. Przybija mnie myśl takiego życia... samotnego życia. W którym nie ma bliskości drugiej osoby, tej jedynej. Z drugiej strony patrząc mamy sporo lat na przywyknięcie do singielstwa. Grunt to pogodzić się z taką myślą. Nie wiem, może ja to źle opisuje, ale takie wysunęły mi się wnioski po wczorajszych paru incydentach, których kulminacją był spacer dzięki któremu wysnułem to wyżej.
|
Kontakt: |